co moja mama robi najlepiej

Moja mama lubi gotować, a mój tata lubi piłkę nożną. Meine Oma heißt Melania und sie ist schon 81 Jahre alt. Sie ist aber sehr fit und läuft sehr viel./ Moja babcia nazywa się Melania i ma już 81 lat. Jest jednak bardzo krzepka i dużo chodzi. Meine Familie ist nicht groß./ Moja rodzina nie jest duża.
Mylą się ci, którzy myślą, że kobiety decydujące się na dostarczanie sobie seksualnej przyjemności bez udziału mężczyzny, używają zwykle wibratora - ich pomysłowość idzie dużo dalej! Oto przedziwne przedmioty, którymi panie doprowadzają się do orgazmu. Na forach internetowych można znaleźć opisy tego, co przeżyły, wykorzystując je jako wibrator
napisz co twoja mama robi najlepiej i za co chcesz jej podziekowac Moja mama najlepiej jej potrwa jest bardzo dobra i lepsza od gotowania taty. :D Chciałam jej podziękować,że to,że poświęciła dla mnie kilkanaście lat mojego życia,że martwi się o mnie cały mnie tym wkurza,jednak ciesze się,że tak jest,ponieważ wiem,że się mną mnie do szkoły,budziła,pomagała w trudnych chwilach i za to jej dziękuje. Po prostu kocham ją za to,że jest.~ Pisałam to z całego serca~ napisz co twoja mama robi najlepiej i za co chcesz jej podziękować napisz co twoja mama robi najlepiej i za co chcesz jej podziękować... Napisz 5 zdań, co twoja mama robi najlepiej, a za co chcesz jej podziękować. Napisz 5 zdań, co twoja mama robi najlepiej, a za co chcesz jej podziękować.... Napisz w 2- 3 zdaniach co twoja mama najlepiej robi i za co chcesz jej podziękować. Napisz w 2- 3 zdaniach co twoja mama najlepiej robi i za co chcesz jej podziękować....
\n co moja mama robi najlepiej
1. Cebulę obieram, kroję w kostkę i podsmażam na złoto na patelni z łyżką masła lub oleju. 2. Do miski wkładam mięso mielone, podsmażoną cebulę, wbijam jajka, doprawiam 2 łyżeczkami soli i 1/2 łyżeczki pieprzu. Dodaję 2-4 łyżki bułki tartej i dokładnie mieszam dłonią, wyrabiając mięso, aż stanie się kleiste. 3.
fot. Adobe Stock, pressmaster Udar to poważna sprawa, ale kiedy chory wyjdzie ze szpitala, nie wolno mu pobłażać. Na powrót do pełnej sprawności trzeba ciężko pracować… Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Mój tata miał udar. Gdy mama zadzwoniła i mi o tym powiedziała, omal nie zemdlałam. Nie mogłam uwierzyć, że spotkało go coś tak strasznego. Zawsze był przecież silny, zdrowy, pełen energii... Dwa tygodnie wcześniej miał badania kontrolne i chwalił się przez telefon, że lekarz, spoglądając na wyniki, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówił, że jak na 55 lat ma fantastyczne wyniki… A tu – udar! Tyle dobrego, że stało się to w domu i mama nie straciła zimnej krwi. Jak tylko zorientowała się, że z tatą dzieje się coś dziwnego, natychmiast zadzwoniła po pogotowie. A potem do mnie. – Przyjedź jak najszybciej do szpitala, bo nie wiadomo, co będzie z ojcem. Jak go zabierali, to biedak już mnie nie poznawał – łkała w słuchawkę. Nie zastanawiając się ani chwili, wsiadłam w samochód i błyskawicznie pokonałam prawie 200 kilometrów dzielące mnie od rodzinnego miasta. Od kilku lat pracuję w Warszawie i w domu pojawiam się właściwie tylko w święta. Teraz żałowałam, że tak rzadko odwiedzam rodziców. Pędząc na łeb na szyję, modliłam się, żeby tata przeżył, żebym mogła go jeszcze zobaczyć, porozmawiać z nim. Gdy dotarłam do szpitala, natknęłam się na mamę. Siedziała na ławce przed gabinetem lekarskim. Była ciągle jeszcze zapłakana, ale spokojniejsza. – Jesteś… Dosłownie przed sekundą dowiedziałam się, że największe niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Ojciec jest przytomny. Teraz trzeba tylko czekać – mówiła z przejęciem. – Uff, kamień mi spadł z serca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę! – z ledwością opanowałam płacz. – A ja?! Przecież wiesz, jak bardzo kocham twojego ojca. Nie potrafiłabym bez niego żyć… – oczy mamy znowu się zaszkliły. – Nie będziesz musiała, mamo, z tatą na pewno wszystko będzie dobrze, zobaczysz – przytuliłam ją. Mama jest bardzo upartą kobietą Nagle uwolniła się z mojego uścisku, otarła łzy i powiedziała z mocą: – Oczywiście, że będzie! Już ja o to zadbam. Tadeusz przez całe życie ciężko harował, żeby ani tobie, ani mnie niczego nie brakowało. Czas najwyższy mu się za to odwdzięczyć. Stan zdrowia taty był ciężki. Na skutek udaru miał niesprawną prawą stronę ciała, nie mógł się samodzielnie poruszać i mówił niewyraźnie. W ogóle nie można go było zrozumieć. Ale mamie to nie przeszkadzało. Siedziała przy nim od rana do wieczora. W lot odgadywała jego potrzeby, karmiła go, pielęgnowała. I codziennie zdawała mi relacje przez telefon. – Paraliż ustępuje! – usłyszałam pewnego dnia. – Tata już próbuje chodzić, zaczyna wypowiadać pojedyncze słowa. Lekarze mówią, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo go wypiszą. – To super! Jak już się dowiesz, kiedy to będzie, to koniecznie daj znać. Jakoś urwę się z pracy, przyjadę i pomogę ci w transporcie – odparłam. Było mi głupio, że nie czuwam z mamą przy tacie, ale akurat pracowaliśmy nad bardzo ważnym projektem. Siedziałam w firmie non stop. Nawet gdybym bardzo się starała, nie dałabym rady kursować do szpitala i z powrotem. Ale obiecałam sobie, że jak już skończymy prace, wezmę zaległy urlop i pojadę do domu na dłużej. Tatę wypisano po trzech tygodniach. Tak jak obiecałam, urwałam się z pracy i pojechałam z mamą go odebrać. Dobrze nie było… Tata ledwo chodził, nie mógł niczego utrzymać w prawej ręce. Tylko mówienie nie sprawiało mu już takich trudności jak na początku. Wypowiadał słowa wolno, ale poprawnie. Tuż przed wyjściem udało nam się spotkać z lekarzem prowadzącym i zapytać o rokowania. – Jestem ostrożnym optymistą – powiedział. – Jeżeli pan Tadeusz będzie miał dobrą opiekę, nie zabraknie mu determinacji i skupi się na rehabilitacji, to ma szansę odzyskać częściową lub nawet całkowitą sprawność. Sęk w tym, czy dostanie się na ćwiczenia. Kolejka jest olbrzymia. A im szybciej zacznie, tym lepiej… – zająknął się. Mama spojrzała na niego spod oka. – O opiekę proszę się nie martwić. Potrafię zająć się mężem. A rehabilitację załatwię. Choćbym na głowie miała stanąć! – zapewniła. – Nie wątpię, nie wątpię – uśmiechnął się pod nosem. – Pracuję w tym szpitalu ponad 20 lat i jeszcze nie widziałem, żeby jakaś żona zajmowała się chorym mężem z takim oddaniem. Aż zazdroszczę panu Tadeuszowi. Tylko proszę nie przesadzać z tą opieką. Jeśli pacjent ma wrócić do zdrowia, to musi być aktywny. – Tak, dziękujemy – mruknęła mama i wyciągnęła mnie z gabinetu. Podczas gdy ja pakowałam tatę do samochodu, ona od razu pobiegła dowiedzieć się o rehabilitację. Okazało się, że jest tak, jak mówił lekarz. Pierwszy wolny termin był dopiero za pół roku. – Czy oni zwariowali? Przecież po takim czasie rehabilitacja w niczym już nie pomoże – mówiła zdenerwowana, kiedy położyłyśmy tatę do łóżka i usiadłyśmy w kuchni przy kawie. – To może załatwimy coś prywatnie? Mam oszczędności, mamo… – zaproponowałam. – Nie o to chodzi! Ojciec przez całe życie płacił składki i rehabilitacja mu się należy. Nie martw się, już ja im to wytłumaczę. A jak nie, to mnie popamiętają! – nastroszyła się. Mama zawsze była twardą, chwilami nawet apodyktyczną kobietą. Jak sobie coś postanowiła, to musiała postawić na swoim. Tak było i tym razem. Nie mam pojęcia, gdzie poszła, z kim rozmawiała, jakie znajomości uruchomiła, ale kilka dni później usłyszałam, że następnego ranka wiezie ojca na pierwsze ćwiczenia. Odetchnęłam z ulgą. Byłam pewna, że największa przeszkoda utrudniająca tacie powrót do zdrowia została pokonana. Okazało się jednak, że nie. Całymi dniami leżał w łóżku Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, dotarły do mnie po tygodniu. Zadzwoniłam do mamy zapytać, jak tata radzi sobie na rehabilitacji. Myślałam, że zacznie opowiadać, jak to mu wspaniale idzie i robi postępy. A tu… – Wiesz co, córeczko? Im dłużej przyglądam się tej jego rehabilitacji, tym coraz większe mam wątpliwości, czy w ogóle powinien na nią chodzić – usłyszałam. – Ale dlaczego? – dopytywałam się. – Bo mu szkodzi – odparła. – Słucham? – No tak! Żebyś ty widziała, jak on biedak wygląda po tych ćwiczeniach. Zmordowany, obolały, czerwony z wysiłku… Ruszyć się nie może. Boję się, że jak go tak dalej ten rehabilitant będzie męczyć, to znowu udaru dostanie – tłumaczyła. – Ale przecież to na pewno fachowiec, po studiach. Wie, co robi – starałam się ją uspokoić. – No niby tak… Tylko że to jeszcze taki młody mężczyzna. Chłopaczek prawie. Ma pewnie niewielkie doświadczenie – kręciła nosem. – Mimo wszystko powinnaś mu zaufać, mamo – upierałam się. – No dobrze, niech ci już będzie… Ale wiesz, co on jeszcze wymyślił? Że ojciec powinien bardzo dużo ćwiczyć w domu. Nawet pokazywał mu jak! – oburzyła się nagle. – Ależ to oczywiste! Rehabilitacja pod okiem specjalisty to tylko jedna czwarta sukcesu. Mam nadzieję, że tata dobrze zapamiętał, co ma robić, no i że ty pilnujesz, żeby sumiennie ćwiczył – nie rozumiałam, dlaczego jest taka poruszona. – Zwariowałaś? Jakie ćwiczenia? W domu to ojciec ma tylko odpoczywać. Wystarczy, że wymęczą go w przychodni – stwierdziła. – Nie wystarczy, mamo… – próbowałam, protestować, ale ona natychmiast mi przerwała: – Nie opowiadaj mi tu bzdur, Mirka! Nie ma cię przy nim, więc nawet nie wiesz, ile wysiłku kosztuje go każdy, nawet najmniejszy ruch. Niech sobie ten rehabilitant gada, co chce. A ja i tak nie pozwolę, by narażał ojca. Na razie ma leżeć, dobrze jeść i nabierać sił! – krzyknęła i się rozłączyła. Rozmowa z mamą bardzo mnie zaniepokoiła. Bałam się, że rzeczywiście położy ojca do łóżka. A przecież nie od dziś wiadomo, że bezczynność wbrew pozorom wcale nie pomaga w powrocie do zdrowia po udarze. Nawet przeciwnie – może jeszcze pogorszyć stan chorego. W pierwszy wolny weekend pojechałam więc do domu. Wystarczyło kilka godzin, bym zorientowała się, że jest gorzej, niż podejrzewałam. Mama skakała koło ojca, jak koło malutkiego dziecka Przynosiła mu jedzenie do łóżka, karmiła, prowadziła do toalety, nie pozwalała na żaden wysiłek. W domu mógł właściwie tylko oglądać telewizję i czytać książki. Resztą zajmowała się ona. Oczywiście próbowałam z nią pogadać, wytłumaczyć, że robi krzywdę ojcu, ale mnie nie słuchała. – Bzdura! Chyba lepiej wiem, co jest dla niego najlepsze! – naburmuszyła się i skończyła temat. Nie zamierzałam się poddawać. Gdy w pewnym momencie mama wyszła do sklepu po zakupy, postanowiłam porozmawiać z ojcem. – Tato, tak nie można. Powinieneś być bardziej aktywny, samodzielny… – zaczęłam. – Ojej, przecież wiem, córuś. Ale znasz matkę… Zawsze wszystko wie najlepiej. Nie wygram z nią – przewrócił oczami, a mnie w głowie zapaliło się czerwone światełko. – Zaraz, zaraz… Coś mi się wydaje, że tu wcale nie o trudny charakter mamy chodzi. Do tej pory jakoś sobie z tym zawsze radziłeś. Tato, tobie po prostu się podoba, że ona tak koło ciebie skacze – patrzyłam mu prosto w oczy. Zawstydzony spuścił wzrok. – Faktycznie, to całkiem miłe. Ale przysięgam, za kilka dni wezmę się za siebie! Przecież nie będę leniuchował do końca życia. Słowo harcerza! Wróciłam do Warszawy spokojniejsza. Wydawało mi się, że ojciec dotrzyma słowa, że to słodkie nicnierobienie szybko mu się znudzi. Ale mijały kolejne dni, a z tego, co zdołałam wyciągnąć przez telefon od mamy, w moim rodzinnym domu nic się nie zmieniało. Ba, przyzwyczaił się do tego, uwierzył, że potrzebuje stałej opieki. Gdy którejś soboty znowu wpadłam na moment do domu, siedział w łóżku piżamie, obłożony poduszkami jak pasza. – Tato, co ty najlepszego wyrabiasz? Przecież obiecałeś, że weźmiesz się za siebie! – natarłam na niego. – Nie krzycz, Mirka! Jestem wykończony po rehabilitacji, muszę odpocząć. Dobrze, że chociaż twoja matka to rozumie – zaperzył się. Nie wiedziałam, co robić. Czułam, że rozmowa z mamą jak zwykle nic nie da, a ojcu spodobała się rola ciężko chorego męża. Martwiłam się, że jak tak dalej będzie tylko leżał, to jego stan rzeczywiście się pogorszy. W desperacji zadzwoniłam do cioci Halinki. Od lat mieszkała na drugim końcu Polski, ale mimo to nie straciła kontaktu z mamą. Siostry bardzo często ze sobą rozmawiały, wspierały się w trudnych chwilach. Mama bardzo liczyła się z jej zdaniem. Wiedziałam, że jeśli Halinka nie przemówi jej do rozumu, to już nikt tego nie zdoła zrobić. Ciocia wysłuchała mnie spokojnie. Potem zastanawiała się przez chwilę. – Hm, zwykła rozmowa tu nie wystarczy. Trzeba użyć podstępu – odezwała się wreszcie. – Masz jakiś pomysł? – Mam… Tak, chyba tak. Tylko jest jeden warunek: koniecznie musisz wziąć urlop, żeby mądrze zająć się ojcem – zawiesiła głos. – Za tydzień kończymy projekt i jestem wolna – zapewniłam. – Tak? No to posłuchaj… Przez następny kwadrans wprowadzała mnie w szczegóły swojego planu. Gdy skończyła, byłam w dużo lepszym nastroju. Nie czułam się już bezsilna. Znowu odżyła we mnie nadzieja, że tata jednak wróci do zdrowia. Tydzień później, zgodnie z umową pojechałam na urlop do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg, zauważyłam, że mama jest bardzo zmartwiona. – Czy coś się stało? – Dzwoniła ciotka Halinka. Mówiła, że ma jakieś problemy ze sobą, nie wiem, co konkretnie, ale chce, żebym do niej przyjechała – odparła. – Tak? To chyba musisz pojechać. Ciocia nigdy nie prosi o pomoc bez potrzeby – zrobiłam zatroskaną minę. – Wiem, ale przecież nie mogę. Kto w tym czasie zajmie się ojcem? – jęknęła mama, popatrując na mnie. – Jak to kto! Ja! Akurat mam urlop. Zobacz, jak się szczęśliwie złożyło – aż przyklasnęłam. – Ty? No, nie wiem, Mirka. Chyba sobie nie poradzisz – wahała się. – Oczywiście, że sobie poradzę! Przecież to mój ojciec i zależy mi na jego zdrowiu tak samo mocno, jak tobie – zapewniłam gorąco. Tak ją przekonywałam, namawiałam, że w końcu uległa Dwa dni później spakowała walizkę i ruszyła do ciotki Halinki. Naturalnie nie omieszkała zostawić mi instrukcji. – Wiem, że masz dobre chęci, córeczko, ale na wszelki wypadek wypisałam ci na kartkach, co masz przy ojcu zrobić. Dbaj o niego. Wiesz, jaki jest słaby i biedny – pouczała mnie, już stojąc w drzwiach. – Nie bój się, wszystko będzie dobrze – cmoknęłam ją w policzek. Ledwo mama wsiadła do taksówki, wyrzuciłam wszystkie kartki do kosza. Nie miałam najmniejszego zamiaru stosować się do zaleceń mamy. Wręcz przeciwnie, zamierzałam przewrócić życie ojca do góry nogami. Rewolucję zaczęłam jeszcze w dniu wyjazdu mamy. Wieczorem tata poprosił o kolację. Leżał w łóżku… – Stoi na stole, tutaj w pokoju. Ogarnij się i przyjdź – powiedziałam spokojnie. – Ale jak to? Mama zawsze przynosiła mi jedzenie do łóżka – popatrzył na mnie zdumiony. – Wiem, wiem, karmiła cię, myła, ubierała… Ale koniec z tym. Oczywiście będę ci pomagać, ale uważam, że niektóre z tych czynności możesz wykonywać sam. Zaczniemy od jedzenia. Lewą rękę masz przecież zupełnie sprawną, tato. No, wstawaj – odparłam spokojnie. Tacie oczywiście się to nie spodobało. Mruczał pod nosem, że chcę go wykończyć i takie tam różne, ale w końcu zwlókł się z łóżka i przydreptał do salonu. Z satysfakcją zauważyłam, że rehabilitacja pod okiem specjalisty przyniosła efekty. Poruszał się o niebo lepiej, niż po wyjściu ze szpitala. Z jedzeniem też sobie poradził. Trochę nakruszył wokół talerza, wylał pół kubka herbaty, ale ogólnie nie było źle. No i się najadł. – A widzisz? Jak chcesz, to możesz! Jutro pogadam z rehabilitantem o ćwiczeniach domowych. Pomęczymy się razem – uśmiechnęłam się. – O Jezu, jeszcze to? Nie wytrzymam, córka – bronił się. – Wytrzymasz, wytrzymasz. Przecież w gruncie rzeczy twardy z ciebie facet. Tylko się trochę pieścisz, prawda? – mrugnęłam znacząco. – No dobrze, niech ci już będzie, wygrałaś – poddał się. Chyba jednak to ja miałam rację Od tamtego dnia życie taty zupełnie się zmieniło. Pomagałam mu w wielu czynnościach, ale pilnowałam także, by coraz więcej rzeczy robił sam. I przede wszystkim, żeby pilnie ćwiczył w domu. Początkowo denerwował się i buntował, zwłaszcza jak mu coś nie wychodziło, ale gdy nabrał sił, zauważył, że coraz lepiej sobie radzi, i wtedy humor mu się poprawił. Zmagał się z przeciwnościami z coraz większym entuzjazmem i, co najważniejsze, ani razu nie poskarżył się mamie. Gdy dzwoniła i pytała, jak sobie radzimy, niezmiennie odpowiadał, że świetnie… Widać było, że cieszy się z odzyskiwanej sprawności. Sen z powiek spędzała mi tylko jedna myśl: że mama wróci za szybko. Bałam się, że znowu położy tatę do łóżka i wszystko będzie jak dawniej… Podzieliłam się oczywiście tymi obawami z ciotką Halinką. Kontaktowałyśmy się ze sobą w tajemnicy co kilka dni, żeby ustalić, co i jak. – Postaram się zatrzymać twoją matkę jak najdłużej. Ale nie wiem, ile jeszcze czasu będzie wierzyć, że jestem w ciężkiej depresji. Już spogląda na mnie podejrzliwie – wyszeptała mi konspiracyjnie do słuchawki. – Trzymam kciuki, żeby to był w sumie miesiąc – odparłam. Byłam pewna, że w takim czasie zdołam zawrócić tatę na właściwą drogę. I że on już z niej nie zejdzie. Cioci udało się zatrzymać mamę tylko przez trzy tygodnie. Trochę mnie to zmartwiło, bo myślałam, że dociągnie do tego miesiąca, ale i tak byłam zadowolona. Ojciec zrobił olbrzymie postępy. Coraz sprawniej posługiwał się prawą ręką, był silniejszy, pewniej chodził. Pomagał mi w domu, wychodziliśmy na spacery. Pocieszałam się, że jak mama to zobaczy, to mnie pochwali. Niestety, nie było tak pięknie. Mama wróciła od cioci trochę zła. Od wejścia oświadczyła, że jej siostra ma pewnie tylko klimakterium, a nie depresję, i że niepotrzebnie tłukła się do niej taki kawał drogi. – Przecież wiedziała, że Tadeusz jest ciężko chory. A mimo to mnie wyciągnęła… – mruczała niezadowolona. – Ale już jesteś z powrotem! – przerwałam te utyskiwania. – No i całe szczęście. Opowiadaj, co u was – zaczęła się dopytywać. – Super! Właśnie przygotowaliśmy dla ciebie obiad. I jeszcze mieszkanie posprzątaliśmy – odparłam beztrosko. – Jak to wy? – mama nie mogła chyba uwierzyć w to, co słyszy. – No tak, tata i ja – wyjaśniłam. – Bój się Boga, dziecko – załamała ręce. – Miałaś pilnować, żeby ojciec się nie przemęczał, jak najwięcej odpoczywał. A ty co? Chcesz, żeby dostał kolejnego udaru? Nie mogę uwierzyć, że jesteś taka bez serca – patrzyła na mnie oskarżycielsko. Zrobiło mi się tak przykro, że omal się nie rozpłakałam. Na szczęście w tym momencie do akcji wkroczył tata. Podszedł i mocno przytulił mamę – Nie krzycz, tylko jej podziękuj. Mira jest mądrzejsza i ode mnie, i od ciebie – wyszeptał jej do ucha. Pewnie myślicie, że mama po tych słowach rzuciła mi się z wdzięczności na szyję. Nic z tego. Jeszcze przez długi czas wypominała mi, że nie opiekowałam się tatą tak, jak kazała… Najważniejsze jednak, że gdy wyjechałam do Warszawy, nie zapakowała taty z powrotem do łóżka, tylko pozwoliła mu normalnie żyć. To chyba tak, jakby przyznała, że jednak miałam rację, prawda? Ojciec z każdym dniem jest bliższy zdrowia i bardzo się z tego cieszę! Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Ekspertki odpowiadają Czytelniczkom. 05.10.2022. Po raz pierwszy w życiu mogę być szczęśliwa, a mama robi wszystko, żeby to zepsuć ( (Fot. 123rf.com)) Nie wiem, dlaczego mama nie jest w stanie cieszyć się razem ze mną. Czasami mam wrażenie, że to przez zazdrość. Jej się nie udało i nie chce, żeby mnie było w życiu lepiej.
Długo zastanawiałam się jak ugryźć ten temat. Jak zacząć, opowiedzieć to, co od bardzo dawna nie daje mi spokoju. Matka ma być matką. Koniec. Zauważyłaś już tę prawidłowość? Nie twierdzę, że macierzyństwo to nie powód do największej dumy na świecie. Oczywiście, że tak! W końcu stworzyłaś człowieka! Na starcie powinno wręczać się z tej okazji jakiś grubszy czek. Oj nie mów, że wystarczy Ci, że masz swoje ukochane maleństwo w końcu przy sobie. Ja absolutnie tego nie neguję, ale nagrodą w postaci brylantów napewno bym nie pogardziła 🙂 Wracając do tematu… Pamiętam jak po pierwszej ciąży, po najgorszym na świecie połogu (dwa następne to pestka przy tamtym), po kilkunastu tygodniach bycia tylko i wyłącznie dla swojego maluszka, umówiłam się z koleżankami na wieczorne wyjście do dyskoteki. Pomyślałaś już “jaka bezczelna! Wypomina dziecku, że była przy nim, kiedy ten najbardziej jej potrzebował!”? No właśnie… Bo z żartów, że matki wyjście do biedry traktują jak imprezę, to wszyscy się śmieją, ale gdy ta sama matka powie “idę na imprezę” to nagle połowa otoczenia robi grymas na twarzy podobny do tego, który robię ja, kiedy moje dziecko po raz setny wyleje na podłogę swój soczek. Tak, moja rodzina zrobiła wtedy dokładnie to samo. Matce nie wypada robić różnych rzeczy. I oczywiście rozumiem, że przy dziecku to raczej słabo wyglądają pewne zachowania, ale gdy tego dziecka nie ma? Mam wrażenie, że człowiekowi już zwykłej “kurwy” sobie rzucić nie można. Bo jak to tak?! Matka i takie słownictwo?! Porządna mama siedzi w domu na dupie i dzierga sweterki na drutach, a nie chodzi i po ulicach bluzga (tudzież w towarzystwie znajomych). Matce nie wypada 2 razy w tygodniu chodzić do kosmetyczki, bo “ciekawe co wtedy robią jej dzieci”, ubierać za często obcasów – “na bank nie chodzi ze swoim maluchem na rowerek”. Najlepiej, żeby ubierała się w wór pokutny, albo chociaż w stylówkę podobną do tej którą nosi jej dziecko. Ooo tak najlepiej by było! Bo przecież jak dbać o siebie przestanie, to zaraz jej wypomną, że mąż kochanki będzie szukać. Musi dbać, ale bez przesady. Kariery w Hollywood i tak już nie zrobi. Nie wypada pić jej piwa, wiadomo że lampka wina lepsza i to tylko raz w miesiącu, o fajkach nie ma nawet mowy. Muzyka? Musi, ale to musi znać wszystkie dziecięce hity. Bez tego ani rusz. I tutaj w ogóle nie żartuję, pamiętam jak jakiś czas temu znałam tylko dwie piosenki, w tym “aaa kotki dwa”. Ależ mi wstyd było! Ulubiony rap? No błagam! Nawet w samotności przestałam go słuchać, bo jak to tak? Matka?! Ma słuchać bluzgów zamiast muzyki?! Oj czułam się okropnie. Wyrzuty sumienia mnie żywcem zżerały. Sama się na tym łapię. Nie, że oceniam samą siebie, ale oceniam inne matki. Zupełnie bezsensu, wiem. Ale to silniejsze ode mnie! Wiem, że źle robię, ale podświadomie szukam wad u innych mam, tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że ja jestem najlepsza. Wiesz z czego to wynika? Z niepewności, z kompleksów. Żałosne… Kurcze serio żałosna jestem! Wiesz z czego rodzą się te wszystkie założenia, że prawdziwa matka ma być ucieleśnieniem ideałów i prawości? Właśnie z kompleksów i niepewności innych kobiet. Bo tak, chciałabym chcieć umieć wszystkie jagódkowe hity, chciałabym chcieć nie marzyć o wakacjach we dwójkę, tylko z mężem, o imprezie do rana na plaży i to takiej z alkoholem (what?!). Niestety wygodniej stwierdzić, że “nie wypada” niż szczerze odpowiedzieć “nie chce mi się, za stara jestem, nie mam czasu, już mnie to nie bawi”. Najgorzej, gdy jednak wciąż bawi, a sami siebie zamykamy w jakieś dziwne oczekiwania, a później stwierdzamy “dziecko ogranicza”. Bo może i faktycznie ogranicza, ale swobodę w korzystaniu z toalety, a nie to jakim człowiekiem się jest.
Zmęczona. Tak jak i Ty. Bo kiedy mi któraś mama mówi, że jest zmęczona, mam ochotę ją utulić i zapytać, jak mogę jej pomóc. A mogę ją wysłuchać i to najczęściej pomaga. Usłyszeć, że ktoś ma tak samo, jak ja. I to jest normalne. Bo kiedy mama mówi: “Mam dość”, to znaczy że ma dość tej chwili. I zaraz jej przejdzie.
Kwiecień plecień powiadają… i sporo w tym racji. Jednak mimo tego całego miszmaszu wiosna zadomowiła się u nas, a to wpływa dobrze na wszystko :) Dzień dłuższy, samopoczucie lepsze i na twarzach jakby więcej uśmiechu da się zauważyć! Tak się złożyło, że ten miesiąc okazał się też bardzo pracowitym miesiącem. Kalendarz już czerwony od powiadomień, telefony wciąż rozładowane, a czasu jak zwykle za mało… Jak to mawia mój mąż, lepiej tak niż żeby pracy wcale nie było ;) Zwłaszcza że część tych obowiązków to nasze pomysły, które pragniemy realizować. W całym tym szaleństwie nie możemy zapomnieć o odpoczynku i czasie dla dzieci. Pisaliśmy o tym już nieraz. To dla nas bardzo ważne i konsekwentnie staramy się tak organizować pracę, aby móc pozwolić sobie na wspólne spędzanie czasu i to nie tylko wieczorem przed telewizorem ;) Pewnie większość z Was jeszcze o tym nie myślała, ale już za miesiąc będziemy obchodzić Dzień Matki. To dobra okazja, żeby sobie kilka rzeczy przemyśleć… Drobiazg z tej okazji może dostać każda z nas, ale największy skarb to dostać coś od serca. Taki szczery prezent, który sprawi, że oczy spocą się momentalnie, a serce zacznie bić szybciej. To może być nawet guzik czy stare zdjęcie, jednak jeśli to będzie upominek niosący za sobą wartość sto razy większą niż sam przedmiot, to znaczy że jesteś super mamą! Przecież żeby dostać coś od serca, trzeba najpierw całe swoje serce oddać komuś innemu, a dziecko dostrzega takie rzeczy najlepiej. Nie zapominajmy o tym, że największe dobro jakie możemy komuś dać, to szczere uczucie i nie zastąpi tego nawet najdroższy i największy prezent na świecie. To banalne, a jednak tak często o tym zapominamy… a warto sobie o tym przypomnieć, zarówno dostając prezent, jak i dając go swojej mamie. — Dziś zabieramy Was na wycieczkę do Ogrodu Spontanicznego – jak to mówi moja córka. To magiczne miejsce. Byliśmy tam około godziny 17. Dookoła korki, klaksony, hałasy… a pośrodku tego ogród, w którym czas się zatrzymuje :) Bluzki – Mosquito ! KONKURS ! Z okazji zbliżającego się Dnia Matki mamy dla Was mały konkurs, przygotowany wraz z marką Wedel. Nagrody? Prezenty dla mamy! Idealne, bo wywalczone specjalnie dla niej! W konkursie, w którym musisz napisać jak wyjątkową jest osobą! Napisz w komentarzu (pod tym wpisem) jak wyjątkowa jest Twoja mama! Zapraszamy do konkursu dzieci małe i duże, a także tatusiów z dziećmi, którzy chcą sprawić małą niespodziankę swojej Pani Domu ;) Powodzenia! Nagrody: Miejsce 1: voucher o wartości 1000 zł biżuterię w salonach marki Apart, bukiet kwiatów z okazji Dnia Matki, voucher na spersonalizowane opakowania Ptasiego Mleczka® Miejsca 2-3: bukiet kwiatów z okazji Dnia Matki, voucher na spersonalizowane opakowania Ptasiego Mleczka® Miejsca 4-10: voucher na spersonalizowane opakowania Ptasiego Mleczka® Na zgłoszenia czekamy do a wyniki ogłosimy ! WYNIKI ! Ilość i długość Waszych komentarzy przekroczyła moje oczekiwania :) Czytanie książki miałam z głowy… Ile tam było wyznań i szczerości! Naprawdę ciężko było wybrać komentarze, bo każdy jest wyjątkowy i za każdym kryje się inna historia. Poniżej znajdziecie te zwycięskie, jednak wydaje mi się, że nie o nagrody tutaj chodziło. Przede wszystkim to była okazja do zastanowienia się nad tym, kim jest mama. Te komentarze to też wspaniały prezent dla nich. Mam nadzieję, że dacie im je przeczytać :) Poniżej wyniki konkursu, zwycięzców prosimy o kontakt mailowy i podawanie adresów oraz numerów kontaktowych. [tabs] [tab title=”1- Kasia” icon=”entypo-book”] Żadnych limitów w ilości znaków …stronnic….. Szafeczko, ale się urządziłaś :) Zaparz sobie zieloną herbatkę, tudzież „uracz” się lampką wina i zaczynamy :) Wiesz, Wyjątkowość jest wpisana w moja mamę. Serio piszę. Ona w tej swojej wyjątkowości jest taka naturalna…..tak zajebiście naturalna! Gdyby obdarować ją komplementem o jej wyjątkowości i wspaniałości, to i tak moja mama nie uwierzy! Uroczo zaleje się rumieńcem i powie do mnie : „oj Kasiu, przestań :) …toś mnie teraz zawstydziła :)” Moja mama to taka wojownicza księżniczka, podobnie jak jej mama – a moja babcia. Takie geny! Z duma mogę przyznać, że siłę tych wspaniałych kobiet odziedziczyłam i ja. Bóg zapłać za tak wspaniały ‚pakiecik’ genetyczny. Moja mama to 158 cm dobra, ciepła, mądrości i niesamowitej siły. Hulk to przy niej po prostu jakiś cienki Bolek :) Szafeczko droga, gdybyś poznała moją mamę na żywo ‘w try miga’ ujęłaby Ciebie swoją autentyczną dobrocią. I gdyby pomonożyć te wszystkie dostępne ‚och’ , ‚achy’ do potęgi ‚n-tej’, to i tak nie oddadzą one fenomenu mojej mamy. Tak ! W przypadku mojej mamy mówimy o fenomenie!! Patrzę na nią i nie mogę uwierzyć, że taka niepozorna Halinka tak życiowo wymiata !!! Istny z niej życiowy przecinak! Istny z niej ‘okaz’ ! Gdyby była tancerką stylu latino, na mistrzostwach tańca zgarnęłaby najwyższe miejsce na podium!….. nie za technikę, ale za tą niesamowitą energie, którą ma w sobie….którą emanuje i zaraża. Swoją inteligencją i mądrością, mogłaby zawstydzić niejednego….taki światły z niej umysł. ale zawstydzanie drugiego to nie w jej stylu…ona swoją mądrością pomaga….uczy! Mama nie daje wykładów, nie wygłasza monologów…..ona jest tą mądrością a jej czyny przykładem. I choć nie raz życie nią wstrząsnęło, zmieszało, przeczołgało i wypluło, moja mama jest chodzącą petardą optymizmu, bezinteresowności i wiary w drugiego człowieka. Patrzę na Nią i nie ogarniam tej mojej miłości do mojej mamy… Nie ogarniam jej miłości do mnie i mojego rodzeństwa… Wiesz Szafeczko, moja mama żyła i żyje tak, by jej bliskim i ukochanym chciało się żyć…chciało się działać i wyciągać z życia „coś więcej”. Pamiętam jak na początku lat 90-tych mojej mamie udało się zdobyć kilka metrów niebieskiego materiału. W końcu miała sobie uszyć wyśnioną sukienkę….taką jak z „żurnala”. Ale i tak przeznaczyła go na mnie i na moją siostrę. Uszyła nam przepiękne sukienki. „Dorzuciła” do nich paski z motylkową klamrą oraz takie plastikowe buciki (w koreczek wciskałyśmy kamyki, by nasze pierwsze obcasy były słyszalne na całą ulicę :) ) I to jest właśnie najpiękniejsze w mojej mamie – takie bezinteresowne dawanie…bezinteresowne uszczęśliwianie! Moja mama obdarowała mnie (oprócz zacnych genów :) ) miłością, czasem, wiarą w siebie i swoje marzenia. Moja mama wpoiła mi wiarę w moje bezgraniczne możliwości…w docieranie do celu ciężką pracą…w ulepszanie siebie! Dzięki niej „jestem”. Nie wegetuję. Chcę więcej. Wiesz Szafeczko nawet mając ponad 30 lat, codziennie chciałabym się do niej teleportować. Przeskoczyć te 1080 mil w kilka sekund, wyściskać i wycałować ją. Chciałabym tak po prostu pobyć z nią, posłuchać…poprzytulać…”porechotać się” wspólnie. I wiesz co…będę już kończyć….skopiuję ten tekst i wyślę go mojej mamie. Poczekam na jej telefon zwrotny…usłyszę drżący głos i zapewne : „oj Kasiu, przestań :) …toś mnie teraz zawstydziła :) ” Dziękuje Szafeczko za ten konkurs….w sumie nawet nie za konkurs…tylko za możliwość złożenia takiego „hołdu” mamom! Z tej okazji idę posłuchać „Spajss Gyrlz” :D Mama I lof ju :D i wyleję z siebie kilka hektolitrów wzruszenia ! [/tab] [tabs] [tab title=”2- Karola” icon=”entypo-book”] Moja Mama… Gdy byłam mała myślałam, że jest księżniczką. Taka mądra, piękna, z włosami do pasa… Tak ją widzę, chociaż macierzyństwo pewne sprawy zweryfkiowało i włosy za które ustawicznie szarpałam- obcięła. Widzę różne obrazy. Mama wnosi mnie (w nosidle ze stelażem) na górski szczyt. Mama zabiera mnie do Anapy. Jedziemy pociągiem trzy dni i trzy noce. Mama chodzi ze mną do teatru na każdą dziecięcą premierę. Idziemy do kina na zaczarowany ogród. Film z tekstem, czyta mi każde słowo. Rankiem bawimy się tak, że rysuję kształty na Jej plecach, a Ona zgaduje co to. Słońce, dom czy serce? Byłyśmy same. Potem zapytała czy Jego chciałabym mieć za Tatę. Chciałam! Stworzyli mi ciepły dom, dali mi Brata. Już nie byłyśmy same, nasz dom wypełnił gwar. Ale czasami wciąż z nostalgią wspominam czas, kiedy byłyśmy we dwie. Tak bardzo razem. [/tab] [tabs] [tab title=”3- Anna” icon=”entypo-book”] Mama moja wyróżnia się spośród większości mam. Nie lepiła nam pierogów, nie zapraszała na zupki,nie mogłam do niej przyjść z każdym problemem. Przynajmniej tak mi się wydawało przez ostatnie 15 lat. Teraz, gdy sama mam trójkę dzieci, zaczynam widzieć jej niesamowitą osobowość, talenty i niekiedy heroizm podejmowanych decyzji. Mama była wychowywana na zamożną damę w rodzinie z willą, ale wyszła za mąż za biednego muzyka i straciła kontakt z rodziną. Nigdy nie żałowała wygód, jakie mogła mieć. jest niesamowicie prawą i moralną osobą i nas uczyła tego samego. Przykłady: Wykształcenie jest wieczne, a pieniądze rzeczą przechodnią; Hańbą jest wykonywać zawody krzywdzące innych; Głośne i przaśne dzieci są źle wychowane… Taki zbiór zasad zanikający w Polsce od czasów powojennych. Ukończyła medycynę, pracowała jako lekarz, ale nie mogła znieść życia w PRL. Widząc, że życie rodem z literatury Orwella będzie demoralizujące dla swych dzieci, w wieku 36 lat rzuciła wszystko aby pojechać w nieznane, uciekając nielegalnie za granicę. Żadna z jej znajomych nie miała takiej odwagi. Zabrali najstarszego syna, zostawiając dwójkę młodszych dzieci w Polsce i wsiedli w autokar. Nie było wiadomo na ile, okazało się, że spędzili dwa lata w obozie dla uchodźców politycznych we Włoszech. Można pomyśleć ” wyrodna matka”, ale ona wiedziała, że dla nas będzie lepiej, gdy poznamy świat z perspektywy kraju wolnego i przyjaznego. Aby mieć na utrzymanie, mama musiała szybko się przekwalifikować- zaczęła malować obrazy, akwarele. Potem dostali wizę, wyjechali za ocean i nas tam ściągnęli. Znowu nie mieli niczego! Tata jakoś nie mógł nigdy podjąć jakiejkolwiek lepszej pracy. Mama go bardzo kochała,więc zaciskała zęby i wymyślała, jak nas utrzymać. Zaczęła pracować jako grawer artystyczny. Powiedziała szefowi, że wie, jak to się robi, a w domu nocami szybko musiała się uczyć! Pamiętam, jak godzinami ćwiczyła, dłubiąc w srebrze dłutami rozmaitej wielkości. Kompletny odlot. Dzisiaj nikt nie ceni ręcznego kunsztu-kupujemy byle jakie badziewie grawerowane maszynowo. A ona w wieku 40 lat nauczyła się nowego zawodu- jej biżuteria była wystawiana w muzeum narodowym jako najlepszego grawera w kraju … Pracowała bardzo ciężko i długo, nabawiła się nadciśnienia i kłopotów z sercem. Po pracy uczyła nas jeszcze polskiego, codziennie godzina czytania i pisania, woziła na karate, zapraszała do domu przedstawicieli różnych wyznań, abyśmy poznali świat. Po dekadzie wróciliśmy do kraju, i tam, jako 50-latka…Znów zaczęła od nowa, niezmiennie wspierając ojca. Ukończyła staż medyczny, aby powrócić do zawodu. Założyła firmę poligraficzną, która splajtowała. Wybudowała dom. Potem otworzyła odnowę biologiczną. Teraz ma jeszcze certyfikat z hirudoterapii, leczy ludzi z uzależnień. Co prawda Mama nie ma pieniędzy, bo wciąż spłaca drakońskie raty, aby opłacić kredyt na biznes, jeździ starym autem, nie posiada, tak jak inne poważne mamy w jej wieku, eleganckiej biżuterii ani butów,ma spracowane ręce, ale wciąż imponuje mi intelektem, postawą. Kształci się, czyta, udziela społecznie, nikomu nie ubliża, nie zazdrości. Nie załamuje się trudami życia. Przez całe życie godzi macierzyństwo z rolą głowy domu. Nigdy nie oszukuje, szanuje tatę, nie obmawia innych. Gdy w zimie nosi ciężkie drewno do pieca, bo tata wyjeżdża, puszcza sobie Bacha lub śpiew ptaków. Cały dom wypełniają jej rośliny ,egzotyczne kwiaty i sadzonki kiełków na śniadanie. Ma osobowość, talent, własne zdanie, jest promienna i pomimo sytuacji, wygląda na 15 lat mniej. Doceniam ją coraz bardziej. Tak: nie ma u niej domu pierożków w niedziele, ani przygotowywanych przez dwa tygodnie stołów świątecznych, bo mamie nie chce się stać godzinami przy garach. Nie wydzwania codziennie ( na szczęście!) pytając jak się czujemy… Ale wiem jedno: kobieta, która ma 64 lata i całe życie ciężko pracuje, zachowując przy tym godność, humor, intelekt, zdolności i kształcąc swoje dzieci w poczuciu prawdy i moralności i jest wyjątkiem i zasługuje na nagrodę! [/tab] [tabs] [tab title=”4- Mateusz” icon=”entypo-book”] Dzień dobry. O Pani blogu i konkursie na nim dla mamy na Dzień Matki dowiedziałem się od mojej kumpeli. Ja nie biorę z reguły udziału w takich konkursach,ale teraz poczułem że jest okazja żeby napisać innym jaką mam wyjątkową mamę. Może niektórzy nie uwierzą ale ja jej zawdzięczam wszystko. Mam 15 lat i zaczynam dopiero teraz widzieć, ile mi dała i daje, ile dla mnie poświęciła. Jestem byłym wcześniakiem, niepełnosprawnym (nieuleczalna choroba jelit, alergie i astma oskrzelowa), a ona całe życie robi wszystko żebym żył jak inni, żebym nie czuł się gorszy. Mama jest taka dzielna i twarda i to ona pokazała mi że można iść do przodu mimo trudności, że w człowieku kryje się dużo siły, tylko trzeba w siebie uwierzyć. Nie wiem,jak ona to zrobiła,ale ze mną chorym niemowlakiem skończyła dzienne studia z super ocenami, pracuje za dwoje rodziców (tata odszedł jak byłem mały) i sama nas utrzymuje, płaci mnóstwo kasy za moje leczenie,specjalną dietę, dojeżdża do mnie codziennie 100 kilometrów do szpitala,gdzie często jestem wiele dni i wraca w nocy żeby rano iść do pracy i znów do mnie przyjechać. Pomaga mi cierpliwie nadrobić zaległości po szpitalach, wiem ze wydaje swoje oszczędności żeby kupić mi na koncert albo zapłacić za zajęcia dodatkowe,wycieczkę klasową,czy nawet sportowe buty. Nauczyła mnie wszystkich męskich czynności w domu i przy aucie,bo nie chciała żebym był maminsynkiem. Pomaga bezrobotnej sąsiadce, dała mamie chorego kolegi z tej samej sali pieniądze na jego leczenie. Wysyła pieniądze chorym dzieciom z różnych akcji charytatywnych mówiąc że trzeba być w stanie najwyższej potrzeby,żeby prosić innych ludzi o wsparcie. Przekazuje nasze ubrania biednym na Ukrainie. Mama jest dobra, chyba za dobra na dzisiejsze czasy. Ale cenię ją za to i kocham ją i nie wstydzę się tego napisać. Ani jej powiedzieć. Chciałbym oprócz kwiatków dać jej taką bombonierkę z napisem żeby wiedziała że to tylko dla niej, tak od świata,nie tylko ode mnie. Chciałbym poprosić o napis „mama bohaterka” bo nią naprawdę jest. Dziękuję, Mateusz [/tab] [tabs] [tab title=”5- Dorota” icon=”entypo-book”] Moja MAMA jest bardzo samodzielna i bardzo dzielna. Wygrała z nowotworem i teraz znowu cieszy się życiem. Ja mówię do niej hrabino, bo mimo swoich 76 lat codziennie!!! wygląda jakby wyszła z salonu piękności! Zawsze elegancko i gustownie ubrana, istna modelka. Niejedna celebrytka powinna brać z Niej przykład, a nie być tylko piękną na wizji!!! Jest zawsze dla wszystkich uprzejma, grzeczna, nigdy na nikogo się nie złości. Zawsze ma czas dla wszystkich, wysłucha tych, którzy potrzebują się „wygadać”. Piecze świetne ciasta i zawsze przygotowana jest na słodki poczęstunek. Kochamy ją bardzo niech z nami długo jeszcze będzie i niech jej szczebiot słychać będzie wszędzie. [/tab] [tabs] [tab title=”6- Jacek” icon=”entypo-book”] Moja Mama jest wyjątkowa, ponieważ dzięki niej, aż „Chce się żyć”! Może nie jest tak szalona jak „Chłopacy z Ferajny”, jednak „Piękny Umysł” to jej cecha rozpoznawcza. „Waleczne serce” i „Szósty zmysł” Mamy sprawiają, że każdy „Za wszelką cenę” chciałby od niej usłyszeć „Witaj w klubie”. Uwielbiam jej historie opowiadane „Pół żartem pół serio” i „Doskonały świat”, który swoją dobrocią, kreatywnością i otwartością na życie nieustannie wokół naszej rodziny kreuje. Moja Mama jest wyjątkowa, ponieważ to ona nauczyła mnie „Sztuki spadania” i pokazała, że „W pogoni za szczęściem” nie warto zatracić siebie. Niczym najdzielniejszy z „Siedmiu samurajów” flirtuje z rzeczywistością mówiąc- „Złap mnie jeśli potrafisz!” i powtarza z uporem maniaka, żebym zawsze sięgał gwiazd . Niczym „Sherlock Holmes” sprytnie rozwiązuje zagadki codzienności i z zaciętością „Ojca Chrzestnego” walczy o uśmiech na twarzy swoich dzieci, i naszego taty. Nie znana jej „Duma i uprzedzenie”, raczej „Duma i honor” to słowa, którymi mógłbym ją z pełną odpowiedzialnością określić. Moja mama jest wyjątkowa, ponieważ jest „Zabójczym numerem” jeden w sercu moim i mojego brata. Jest jak dobry film- zachwyca, kształtuje i sprawia, że chcesz być lepszym człowiekiem. Nie Mamę „Nie ma mocnych!”. Jest wspaniałym „Kwiatem Pustyni”, który „Przełamując falę” każdego dnia wyświetla swoim bliskim „Krótki film o miłości” :)Moja Mama jest wyjątkowa, ponieważ dzięki niej, aż „Chce się żyć”! Może nie jest tak szalona jak „Chłopacy z Ferajny”, jednak „Piękny Umysł” to jej cecha rozpoznawcza. „Waleczne serce” i „Szósty zmysł” Mamy sprawiają, że każdy „Za wszelką cenę” chciałby od niej usłyszeć „Witaj w klubie”. Uwielbiam jej historie opowiadane „Pół żartem pół serio” i „Doskonały świat”, który swoją dobrocią, kreatywnością i otwartością na życie nieustannie wokół naszej rodziny kreuje. Moja Mama jest wyjątkowa, ponieważ to ona nauczyła mnie „Sztuki spadania” i pokazała, że „W pogoni za szczęściem” nie warto zatracić siebie. Niczym najdzielniejszy z „Siedmiu samurajów” flirtuje z rzeczywistością mówiąc- „Złap mnie jeśli potrafisz!” i powtarza z uporem maniaka, żebym zawsze sięgał gwiazd . Niczym „Sherlock Holmes” sprytnie rozwiązuje zagadki codzienności i z zaciętością „Ojca Chrzestnego” walczy o uśmiech na twarzy swoich dzieci, i naszego taty. Nie znana jej „Duma i uprzedzenie”, raczej „Duma i honor” to słowa, którymi mógłbym ją z pełną odpowiedzialnością określić. Moja mama jest wyjątkowa, ponieważ jest „Zabójczym numerem” jeden w sercu moim i mojego brata. Jest jak dobry film- zachwyca, kształtuje i sprawia, że chcesz być lepszym człowiekiem. Nie Mamę „Nie ma mocnych!”. Jest wspaniałym „Kwiatem Pustyni”, który „Przełamując falę” każdego dnia wyświetla swoim bliskim „Krótki film o miłości” :) [/tab] [tabs] [tab title=”7- Marcin” icon=”entypo-book”] Ucichły hałasy codzienności, nadszedł błogi spokój i kojąca cisza. Przeczytałem konkursowe pytanie i zastanowiłem się. Nad sobą, swoim dzieciństwem, ale i obecnym życiem. Mógłbym napisać o mojej mamie, która moja żona okresla słowami: „Wiesz, kocham Twoją Mamę, bo to Ona sprawiła, że jesteś takim Mężem- Mężczyzną o wielkim sercu, silnych dłoniach i mądrej głowie.” Jednak napiszę chyba właśnie o mojej Żonie- Mamie moich dzieci. Szalona huministka, pełna pasji zycia i spragniona wciąż nowych wrażeń. Nie umie gotować, nie lubi robic zakupów, a jej pasją jest „kolekcjonowanie chwil szczęścia”. Tylko Ona potrafi siedzieć długie godziny z kredkami w dłoni i rysować z synem kolejny, magiczny świat. Ona też szyje wszystkie te sukieneczki dla lalek, czyta po raz setny bajkę o rybce naszej córce. Z uśmiechem, radością. Wiosną wkłada kalosze i idzie z naszą „młodzieżą” obserwować pierwsze, tańczące w rytm wiatru krople deszczu. Siedzą obok domu i wypatrują tęczy. Jej szept: Synuś, pamietaj. Kolekcjonuj każdą taką chwilą. Niepowtarzalną, magiczną. Zapamietaj ją, by kiedyś w chwili smutku wrócić do niej i być, jak teraz, radosnym. Moja Żona nie płaci rachunków, zapomina o telefonie czy gdzie zaparkowała samochód, ale Ona nigdy nie zapomina o świetowaniu pierwszego ząbka, pierwszych kroków dzieci czy tej chwili, gdy pierwszy raz usłyszała „mama”. To ona pisze bajki naszym pociechom z okazji ich urodzin. Tworzy dla nich piekna rzeczywistość. Bajkową, pełną dobra i miłości. Ona tez potrafi wyjaśnic w cudowny sposób naszej córce, dlaczego jest burza i widać pioruny (Malutka, to aniołki robią zdjęcia wszystkim slicznym maluszkom). Ona- uczy ich optymizmu, wiary w siebie, usmiechu nawet w najbardziej pochmurny dzień. Moja Żona nie jest mistrzynią sztuki kulinarnej i wzorem gospodyni domowej. Jest jednak najlepszą mamą, jaką znam. Czerpie radość z tego, że jest mamą i razem z naszymi dziećmi doświadcza to, co w zyciu najcenniejsze: uśmiech, bliskość, miłość i zaufanie. [/tab] [tabs] [tab title=”8- Magdalena” icon=”entypo-book”] Moja mama jest wyjątkowa, ponieważ zawsze jest przy mnie. Czyż to nie jest sprawa oczywista? Dla mnie najważniejsze jest to ze nigdy mnie nie opuściła. Jej obecność, dotyk to mój najwspanialszy w świecie narkotyk. Moja mamcia jest moją osobistą powierniczką sekretów. Z nią moje tajemnice mogą spać spokojnie. To dopiero przyjaciółka! Pomimo wielu mych kaprysów, zawsze mnie otacza swoją miłością i wyrozumiałością. I chociaż nie pozwala mi zrobić tatuażu, nie zgadza się też na nocne powroty to i tak jest wyjątkowa bo mnie wspiera, pociesza, kocha. W najważniejszych chwilach zawsze blisko, pierwszy krok, pierwsze słowo, pierwsze zakochanie.. Ona przeżywała to razem ze mną! To z nią najpiękniejsze wschody słońca przeżywałam, gdy całą noc z nią przegadałam. Dla niej zawsze będę małą dziewczynką, o którą trzeba się troszczyć i zawsze jej pomagać. Przy niej czuje się bezpiecznie, jej ramiona to mój azyl. I to jest wspaniałe. Moja mama to niesamowita filmoholiczka! Wyjątkowość mojej mamy składa się z wielu elementów. Ma nutkę: Madame Bovary- wrażliwa i uczuciowa. O i jeszcze Leigh z „Wielkiego Mike”- charyzmatyczna, wygadana, silna z oooogromnym sercem. Julia szekspirowska- romantyczka jakich mało! Anka z „Przyjaciółek”- perfekcyjna pani domu! Mary z „Powiedz tak”- marzycielka a i owszem! Amanda z „Holiday” – bizneswoman pierwsza klasa! Miranda z „Sex and the city”- wspaniała przyjaciółka! „Amelia” – dobra dusza! Judyta z „Nigdy w życiu”- zdeterminowana i wyrozumiała. Eleonora z „Rozważna i romantyczna”- spokojna i zrównoważona. Solitano Dolores z filmu „Poradnik pozytywnego myślenia”- zawsze zmartwiona, pomocna i kochana. To również Elizabeth z „Mrocznych cieni”- silna kobieta i głowa rodziny. Virginia Woolf z filmu pt.”Godziny”- radzi sobie z wszelkimi trudnościami. Yyy.. oczywiście Maggie z „Kotka na gorącym, blaszanym dachu”- potrafi pokazać charakterek. Juno z filmu”Juno”- bezinteresowna i szczera. „Ania z zielonego wzgórza”- niepoprawna optymistka :) Też jak Celia z filmu”Służące”- taka szczera, taka dobra, taka autentyczna. Kate- mama Kevina z „Kevin sam w domu”- opiekuńcza i troskliwa! Och i jeszcze Elizabeth ze „Złej kobiety”- wie czego chce. W dodatku June z filmu”Spacer po linie”- zawsze ma swoje zdanie i oczywiście rację! A zarazem jest po prostu sobą, moja wyjątkowa mamusią! A tak przy okazji zachęcam do wysłuchania piosenki Ja wciąż ją nucę i nucę.. I nie mogę przestać! Pozdrawiam :) [/tab] [tabs] [tab title=”9- Marta” icon=”entypo-book”] Moja mamuśka jest tak wyjątkowa, że ciężko wybrać wszystkie powody, żeby to opisać ;) ale się postaram … w skrócie: Moja mamuśka ma 52 lata … tfu, 18 lat + VAT. Ma Nas dwie – mnie i Młodą. Witalność +100. Jest nauczycielką w Podstawówce więc już za samo to wielkie chapeau bas dla Niej … przysłowie „obyś obce dzieci uczył” w obecnych czasach sprawdza się w 100%. No, ale pod tym może się podpisać każda nauczycielka. Więc czemu ona jest wyjątkowa ?! Dla mnie i Młodej jest wyjątkowa z takich zwykłych, prostych, uroczych powodów, np.: 1. ja mam 29 lat, Młoda 20 … mama wygląda (figurą) lepiej niż my dwie razem ;) 2. wymyśliłam malowanie mieszkania, ale żeby już do końca zwariować to stwierdziłam, że zrobię to samodzielnie (pierwszy raz w życiu) … mama przez dwa dni siedziała u mnie prawie 24h, żebym skończyła pierwszy projekt 3. ma styl i gust, które zazdroszczą jej wszystkie jej i moje koleżanki 4. wybrała się na samotny, weekendowy wypad do Paryża 5. po śmierci mojego taty ogarnęła wszystko: dom, rachunki, pracę, szkołę, mieszkanie i Nas 6. ostatnio stwierdziła, że kobieta zmienną jest i po całym życiu w długich, ciemnych włosach przefarbowała się na platynowy blond i ścięła na króciutko 7. potrafi wytapetować pokój, naprawić kran, odnowić meble, wkręcić żarówkę, przywiesić półki, pomalować balkon, powiesić płytki … 8. uwielbia klimatyczne mieszkania i dlatego nie pali w swoim światła … za to codziennie w różnego rodzaju lampach, świecznikach i lampionach pali się 47 tealightów 9. jej marzeniem jest odwiedzić w Tajlandii wioskę mnichów, gdzie opiekują się tygrysami i pobawić się z Nimi (z kotami, a nie mnichami oczywiście ;) ) 10. kiedy spotykam się ze znajomymi w weekend ona z Nami siedzi, wygłupia się, śmieje, dyskutuje i bawi … Dla mnie i Młodej jest wyjątkowa, bo jest Nasza … nie jest idealna, bo nie ma ludzi idealnych, ale mamuśka to jest to !!! Kochamy ją :) [/tab] [tabs] [tab title=”10- Karolina” icon=”entypo-book”] Moja Mama…jest wyjątkowa bo urodziła mnie 27 lat temu w wieku 17 lat, wychowała mnie najlepiej jak mogła wbrew wszystkim przeciwnisciom losu… Wychowała pózniej moje rodzeństwo . Jest nas pięcioro. Nie miała pracy, latem jeździła na jagody żebyśmy mieli na książki do szkoły.. Użerała się z mężem alkoholikiem. Dużo tego było. Mimo wszystko dała nam piękne dzieciństwo, nigdy przenigdy nie usłyszałam żeby kiedykolwiek narzekała lub żaliła się. Nigdy. Za to ja podziwiam. Nigdy nie miała dla siebie czasu. Zawsze dawała go nam w każdej postaci. poświęciła się nam totalnie. Nigdy nigdzie nie była, nic nie zwiedziła i nie słyszałam żeby kiedykolwiek o tym wspomniała… Nie widziała morza ani gór jak ja dzięki niej… dała nam cała siebie. Nie wyobrażam sobie jak można nigdy nie narzekać i cały czas być zadowolonym z życia w takiej sytuacji a ona ? Zawsze uśmiechnięta i radosna . Taka ja kocham nad życie i dla mnie zawsze będzie najlepsza najukochańsza i totalnie wyjątkowa. Chciałabym jej podarować coś wyjątkowego ale ona ucieszy się nawet ze zwykłego kwiatka. Nie wymagająca od życia za wiele… A życie wymagało od niej zdecydowanie za dużo. To nigdy nie będzie sprawiedliwe. Taka właśnie moja mama w skrócie wielkim. Absolutnie wyjątkowa, ta która ofiarowała mi życie i które ja mogłam ofiarowac mojej córce… Dziękuje Ci Mamo za to ! Wiem ze tego nie przeczytasz bo z komputerem się nie kumplujesz ale Kocham Cię i musiałam to tu napisać i z siebie wyrzucic! [/tab] [/tabs] * Wpis powstał przy współpracy z marką Wedel *
Pycha,smak mojego dzieciństwa,już bardzo dawno nie jadłam prażuchów:( najlepiej smakują mi jak zrobi moja mama,ale muszę spróbować sama.W domu mojej mamy tę potrawę nazywano "dziady" :)) Moja babcia tak ją nazywała i moja mama również.Pewnie dlatego,że ta potrawa jest tania,tak myślę.
na imie Karolina,mam 17 lat i mieszkam w okolicach sie w szkole 2 mlodszych braci,januszka-11lat i piotra 15lat.....od prawie roku moi rodzice nie sa razem,mama ma innego faceta....Jest bardzo ciezko.....W naszym mieszkaniu jest kuchnia,lazienka,komurka i dwa pokoje w ktorych czesto jest bardzo mama nie ma pieniedzy by kupic opal aby bylo cieplo. Czasami mam juz dosc zycia:( W domu jest bardzo ciezko,mama nie pracuje,utrzumujemy sie z funduszy z pomocy spolecznej(350zl.).Musi nam to starczac na miesiac w tym trzeba oplacic rachunki(woda,prad,gaz,smieci), ale nigdy nie starcza na caly miesiac bysmy mieki chleb.....Ostatnio pare dni temu,ja i moi bracia oraz mama nie jedlismy nic przez prawie tydzied,dopiero wczoraj mama dostala rodzinne i moglismy zjesc chleb i obiad,ale co z tego skoro jutro czy pare dni zaraz nie bedziemy mieli wlozyc co do ust...:((((Ostatnio bylam w szpitalu bo w szkole stracilam przytomnosc(moze dlatego iz nic nir jadlam).Bylam w szpitalu tydzien,teraz musze jezdzic na badania do gdanska,a to duzo kosztuje.....Nie iem jak sobie dalej poradzimy:)Moim marzeniem jst wyremontowanie mieszkania,bysmy zawsze mieli co jesc,abysmy zawsze mili cieplo w pokoju gdy idziemy spac,chcialabym aby mama sie nie smucila,nie plakala:(Chcialaby takze aby spelnilo sie marzenie mojego brata janusza(dostac gitare)Nie wiem czemu los jest tak okrutny,czemu mija rodzina musi tak cierpiec,przeciez my nic nie zrobillismy:::::::::::::::(Najbardzej jest mi szkoda mamy gdy podchodzi do mie i moi ;-karola,nie mam pieniedzy by dac ci na bilet do szkoly......Wtedy nie chodze pare dni do szkoly gdyz nie mam na bilet autobusowu do szkoly....Proszę niech ktoś nam pomoze,spelni moje marzenia,marzenie mojego mama juz nie placze,niech moi bracia i mama maja co jesc,niech beda szczesliwi.....Nikt nie wie ze teraz pisze,chce by ktos pomogl zrobic mi niespodzianke dla mamy i braci i pomogl nam jak tylko moze:( To jest moj adres e-meila gdzie mozecie pisac @ a to moj adres zamieszkania ,,Bielnik Drugi 3/3 82-300 Elbląg,, Prosze pomozcie nam.....
\n\n\n \nco moja mama robi najlepiej
Na bogato, czyli co moja babcia robiła w każdą sobotę przez całe życie. Codziennie zabieram psa na długi spacer. Zwykle słucham przy tym podcastów. I kilka miesięcy temu trafiłam na wywiad Tima Ferrisa z Ramithem Sethi, w którym Ramith opowiadał o swojej kategorii „na bogato”.
Co mam zrobić, żeby mama przestała się na mnie zawodzić? Ostatnio dostaje ochrzan za wszystko - nawet jeśli to nie jest moja wina. Wiecznie to ja jestem ta zła i nie pomagam - "oczywiście w przeciwieństwie do mojej młodszej siostry". Naprawdę staram się jak mogę. Większość dnia (a czasem nawet nocy) spędzam na nauce, bo wiem, że gdy dostanę złą ocenę (niżej niż 4), to sprawię mamie zawód. Staram się również pomagać we wszystkim, ale moja mama i tak ma do mnie pretensje, że nic nie robię. Jest mi strasznie przykro z tego powodu. Od kilku lat odnoszę wrażenie, że to ja jestem w rodzinie ta gorsza, a moja młodsza siostrzyczka jest jej faworytką. Nie jestem przekonana czy szczera rozmowa z mamą coś da, bo wiele razy taka była przeprowadzana i max. po miesiącu znowu było źle. Nie wiem już co powinnam zrobić. Czuje się zagubiona i niechciana we własnym domu.
Moja mama ma kilka swoich “popisowych” przepisów. Zgodziła się nimi podzielić. Sama robi zdjęcia, sama mi wszystko wysyła i tłumaczy. A jak macie do niej jakieś pytanka techniczne, to dajcie znać, na pewno odpowie a ja Wam to przekażę!
Dlaczego nie ojciec!? – wykrzykną oburzone zwolenniczki równości we wszystkim. Odpowiedź jest prosta: to matka jest głównym filarem rodziny, nawet jeśli dominuje ojciec. To ona ma naturalną, biologiczną więź z dzieckiem i ona w początkowej fazie życia jest całym jego światem. Nie będziemy omawiać depresji poporodowej i w związku z nią zaburzeń funkcjonowania – to inny temat. Przyjrzymy się pozornie „normalnym” zachowaniom: powszechnym i jakże dla dziecka szkodliwym. Zła wiadomość: – Toksyczna matka powoduje, że dziecko nie może odnaleźć się w swoim dorosłym życiu, nie czuje się szczęśliwe, niczym nie umie się zadowolić, ma duże poczucie lęku, kłopoty z relacjami osobistymi i przejmuje toksyczność matki. – Każda rodzina jest czymś naznaczona, na szczęście nie każda w sposób skrajny. Dobra wiadomość: – Czasami toksyczne zachowania występują okazjonalnie i nie zdążą zrobić prawdziwego spustoszenia. – Na każdym etapie życia można sobie pomóc. – Dorosła ofiara toksycznej matki może zmienić swoje przekonania, zachowanie oraz złagodzić skutki wieloletniego trucia. Przyjrzyjmy się zatem zachowaniom toksycznej matki. Nadopiekuńczość Największa z możliwych toksyn. Nie pozwala dziecku dojrzeć, usamodzielnić się, odciąć pępowiny i cieszyć się życiem. Ogranicza i blokuje zdobywanie doświadczeń. Matka twierdzi, że to z miłości, tymczasem jest to przemoc z dorobioną ideologią. Nadopiekuńczość to żadne matczyne kochanie, tylko chęć kontroli za wszelką cenę, poprzez rzekomą „dobroć”. Wyręcza, usprawiedliwia, „wie”, co dla jej dziecka najlepsze. Najchętniej zorganizowałaby mu cały świat i autonomię dziecka odbiera jako zagrożenie dla jej miłości. A dziecko się dusi – im większe, tym bardziej. Katarzyna jest aktywna zawodowo, ale większość jej energii pochłania zajmowanie się dzieckiem i „inwestowanie” w jego przyszłość. Pilnie i skrupulatnie odrabia z nim lekcje, czyta każdą lekturę – inne świadectwo niż z czerwonym paskiem nie wchodzi w grę; przygotowuje do różnych konkursów (recytatorskiego, tanecznego, tworzenia cudów na kiju) i angażuje wszystkich znajomych do internetowego głosowania na jej dziecko. Wozi na dodatkową naukę języków, zajęcia sportowe, castingi do reklam. Dziecko jest wytresowane jak cyrkowa małpka: pięknie występuje, ogarnia pamięciowo każdy materiał. Matka puchnie z dumy i jest przekonana, że to wszystko robi dla dobra własnego dziecka. Nie zauważa, że dziecko nie ma czasu na zabawę, na nawiązanie pierwszych przyjaźni, na trenowanie relacji z rówieśnikami na innym gruncie niż szkoła. Nie widzi, że w pogoni za przyszłym „sukcesem” pozbawia swoje dziecko dzieciństwa. Nie słyszy – bo jej dziecko mówi to do szkolnych kolegów, a matki na szczęście nie mogą siedzieć z dzieckiem w jednej ławce – że jej dziecko chciałoby inaczej, ale nie chce robić przykrości mamie, więc jedzie na kolejny casting, bierze udział w kolejnym, wynalezionym przez mamę konkursie… Córka Elwiry ma prawie czterdzieści lat, ale dla niej i tak jest dzieckiem – tak też o niej mówi. Dała jej całkowitą, bezwzględną akceptację, zawsze biorąc pod uwagę „dobro” swego dziecka, często kosztem własnego. Aktywna, z sukcesami zawodowymi, głośno powtarza, że całym jej światem i szczęściem jest jej dziecko. Męża traktuje jak zło konieczne, walcząc z nim o wszystko, zawsze znajdzie dziurę w całym. To, co ona uważa w sprawie ich córki, jest jedynie słuszne, a uwagi ojca traktuje jak czepianie się albo skrajny idiotyzm. Nie przyszło jej do głowy, że jest toksyczna, także na odległość; że miłość rodzicielska to również uczenie życia poprzez dawanie przykładu (także traktowaniem własnego życiowego partnera) i stawianie granic. Żałuje, że jej dziecko nie chce z nią mieszkać. Elwira chciałaby chociaż móc przywozić córce kotlety. Zawsze, gdy ją odwiedza, zmywa naczynia (mimo protestów córki, która woli wstawić je do zmywarki) i zajmuje sobą całą przestrzeń jej małego mieszkania. Na każde skinienie jest – gdy „dziecko” chce, lub chowa się w kąt, gdy jej córka ma gorszy humor i źle ją potraktuje. Elwira czeka na najmniejszy przejaw serdeczności jak bezpańska psina na podrapanie za uchem i nie przyjmuje do wiadomości, że ma swój duży udział w braku kompetencji społecznych i ciągłym poczuciu beznadziei swojego ukochanego dziecka. Nie chce widzieć, że takie zalanie „miłością” to żadne kochanie, tylko zaspokajanie swojego egoizmu i zapełnianie swojego życia życiem dziecka. Iwona uważa, że jej synuś jest wyjątkowy, tylko czasem nie ma szczęścia. Bierze jej samochód bez zgody? Widocznie potrzebował. A że ona nie miała jak dojechać do pracy – cóż, przecież jakoś sobie poradziła. Dziewczyny w dzisiejszych czasach są okropne – każda go zostawia. Bywa nerwowy i porywczy, nawet Iwonie kiedyś podbił oko, ale przecież generalnie jej synuś jest dobrym człowiekiem. Nie umie sprzątnąć po sobie, za to lubi dobrze zjeść – prawdziwy facet z niego. Gdy po pijanemu rozwalił samochód, była gotowa dać łapówkę całej Komendzie Stołecznej i sędziemu, aby tylko mu się upiekło. Porusza wszelkie znajomości, żeby znaleźć mu kolejną pracę (w żadnej nie wytrzymał dłużej niż trzy miesiące) i nie widzi, że jej znajomi wykorzystują kryzys jako usprawiedliwienie braku chęci polecania wyhodowanego przez nią pasożyta. Poświęcanie się To kolejna zmora. Zawsze podszyte poczuciem krzywdy i wpędzaniem w poczucie winy „niewdzięcznego” dziecka. Nikt nie potrzebuje i nie chce niczyjego poświęcenia, zwłaszcza własnej matki. Co innego świadomy wybór: rezygnuję z pracy, bo chcę pierwszy okres życia mojego dziecka tak właśnie spędzić. Zarzucanie dziecku, że dla niego matka zrezygnowała z „kariery”, że wszystko oddała w imię jego dobra – jest kłamliwą manipulacją. Za takim przejawem przemocy (a tak!) stoi zwykle jej neurotyzm i niespełnienie. Obarczanie dziecka poczuciem winy za własne frustracje i nieumiejętność życia to wyraz niedojrzałości i zaburzonego funkcjonowania matki. Za tym zwykle stoi chęć kontroli i podporządkowania sobie wymykającego się dziecka. Szantaż emocjonalny („Ja dla ciebie to czy tamto, a ty pięknie mi się odwdzięczasz”) i roszczeniowość w imię rzekomych poświęceń uniemożliwia dziecku normalne życie, powodując złość, poczucie winy, poddanie się i głębokie zaburzenia nerwicowe. Domaganie się całkowitego oddania emocjonalnego Matka za wszelką cenę chce utrzymać pozycję najważniejszej osoby w życiu dziecka. Nie bierze pod uwagę tego, że naturalnym procesem jest zmiana i że jej rolą jest przygotowanie dziecka do dorosłego życia, bycia partnerem i rodzicem. Zamiast uczyć córkę szacunku do siebie samej, a syna, jak warto traktować kobiety, najchętniej ubezwłasnowolniłaby własne dziecko, by dało jej taką miłość, jakiej nie otrzymała od wybranego przez siebie partnera. Posunie się do udawania choroby i wzywania dziecka pięć razy w tygodniu w środku nocy lub przed ważnym towarzyskim wydarzeniem dziecka, w którym miała nie brać udziału, ataków wymówek albo „rezygnacji” („No tak, jedź sobie na ten weekend, a ja zostanę sama. Może umrę, to nie będziesz mieć więcej ze mną kłopotu…”). Bierna służąca Uzależniona od mężczyzny lub od dziecka (co ciekawe, to rzadko idzie w parze!), sama o niczym nie decyduje. Toleruje każde zachowanie swojego partnera lub dziecka. Nie umie zadbać ani o siebie, ani o dziecko, bo jeśli daje się terroryzować jednemu lub drugiemu, to dbanie jest niemożliwe. Nie wie, jak ustalać zasady. Ba! Nie wie, jakie one powinny być! Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsekwencji, bo nikt nie ma zwyczaju liczyć się ze służącą. Niedecyzyjna, bierna, nieszczęśliwa, wpędza w poczucie bezsensu niczemu niewinne dziecko. Szafowanie „dobrem” dziecka W zależności od osobistego wygodnictwa: toleruje przemoc domową („przecież dziecko powinno mieć obydwoje rodziców”) lub rozwala istniejący związek(„dziecko powinno mieć szczęśliwą matkę, a z ich ojcem taka nie jestem”). Cacka się z rodzinnym przemocowcem jak ze zgniłym jajem, nie widząc, że rujnuje psychikę dziecka. Przeciwny biegun: sprowadza do domu i swojego łóżka kolejnych wujków, nie biorąc pod uwagę, że kalejdoskop jej miłosnych porażek burzy poczucie bezpieczeństwa dziecka. Tylko toksyczna, ograniczona matka uniemożliwia dziecku kontakty z ojcem– najczęściej w imię osobistej zemsty zawiedzionej kobiety, ale z niesieniem na sztandarze „dobra” dziecka (nie mówię o sytuacji, gdy ojciec nie trzeźwieje lub rzeczywiście skrzywdził dziecko). Nie patrzy, jak rozwiązać sprawę spotkań, by było to z największą korzyścią dla dziecka. Zabrania, bo… i tu następuje cała litania bzdur, w jej oczach utwierdzających ją w słuszności podjętej decyzji. Dla „dobra” dziecka toksyczna matka despotycznie przejmuje ster jego życia w swoje ręce. Lepiej wie, jakie studia ma skończyć, z kim się zadawać, jak spędzać wolny czas. Płaci i wymaga całkowitej lojalności i poddania. „Niesubordynacja” kończy się emocjonalną karą, a nawet zerwaniem wszelkich kontaktów (taką postawę również dość często przejawiają ojcowie). „Przyjaciółka” – taka „od serca” Zwierza się dziecku ze swoich rozterek, obarczając je sprawami, które zwyczajnie je przerastają. Dopytuje o intymne szczegóły z życia dziecka, udziela rad, zabiera na swoje imprezy jako osobę towarzyszącą. Ma z dzieckiem sekrety przed ojcem, trzyma z nim przeciw niemu sztamę. Z szesnastolatką pali papierosy, siedemnastolatkowi kupuje piwo. Nie wie, że w ten sposób nie zagłuszy swoich wyrzutów sumienia (bo np. skrycie sama nadużywa alkoholu albo w swoim mniemaniu nie spędza z dzieckiem wystarczającej ilości czasu), a jedynie zrobi mętlik w głowie dziecka, które przyjaciół dobierze sobie samo, a potrzebuje, by rodzic był odpowiedzialnym, stabilnym przewodnikiem, rozsądnym tłumaczem rzeczywistości. Zaprzyjaźnić chce się także z partnerem dziecka. Jeśli ma córkę – będzie kokieteryjna, „młoda”, „atrakcyjna”. Gdy ma syna, każda jego dziewczyna będzie dla niej fantastyczna, ale… I tu po cichutku zaczyna się sączenie jadu: zgrabna, ale nogi ma dość krótkie; fajnie się urządziliście, całe szczęście, że mój syn ma dobry gust; wyjazd to dobry pomysł, tylko czemu jedziecie w góry, skoro ty tak lubisz morze..? Frustratka Wiecznie niezadowolona (powód zawsze się znajdzie), krytyczna, nadmiernie wymagająca uwagi. Źle się wyraża o ojcu dziecka, wciąga je w rodzicielskie rozgrywki (to także zdarza się ojcom). Biedne dziecko – jak ono potem samo ma być odpowiedzialnym partnerem i nietoksycznym rodzicem?? Matka skłócona z całym światem (albo ze znaczącą jej częścią) to podwalina problemów psychicznych dziecka. Także matka nadmiernie rywalizacyjna jest generatorem problemów: porównuje swoje dziecko z innymi i albo święci triumfy wbijając siebie w pychę i fałszując obraz rzeczywistości, albo jest niezadowolona. Jeśli przenosi maskowaną agresję ze swojej matki (najczęściej w relacjach matka – córka) lub ojca (relacja matka – syn), nigdy nic jej nie zadowoli, zawsze znajdzie powód do narzekania i wyrzutów, wpędzając dziecko w chorobliwe zapotrzebowanie na aprobatę. Brak konsekwencji świadczy o słabości wewnętrznej i ma związek z ogólnym niezadowoleniem matki z siebie i życia. Zabrania czegoś, po czym pod wpływem wymuszenia ustępuje (uwaga! Zmiana zdania pod wpływem argumentów i negocjacji jest jak najbardziej zdrowa, natomiast uleganie dla świętego spokoju, pod wpływem wrzasków lub niezadowolenia dziecka, to postępowanie toksyczne, prowadzące do rozchwiania wewnętrznego obydwojga). „Sprawiedliwa” We własnych oczach oczywiście. Bardzo dba o to, by traktować dzieci po równo i tak samo, co powoduje głębokie poczucie niesprawiedliwości w starszym dziecku, bo zwykle od niego więcej się oczekuje mniej dając mu w zamian. Ze zdziwienia przeciera oczy, że jej „sprawiedliwość” powoduje złe relacje między rodzeństwem i wieczne wojny. Drugim końcem kija jest jawne nierówne traktowanie, czyli faworyzowanie któregoś z dzieci – często tego sprawiającego więcej kłopotów. Oczywiście percepcja dziecka jest taka, że może odczuć krzywdę z powodu, który rodzicowi w życiu nie przyjdzie do głowy. „Obecna nieobecna” Spędza z dzieckiem bardzo dużo czasu. Fizycznie, bo rzeczywiście w ogóle tego czasu nie spędza z nim. Co z tego, że są cały dzień w domu, jak tak naprawdę albo nie ma czasu się dzieckiem zająć (praca, komputer, portale społecznościowe, sprzątanie, maseczka, rozmowy telefoniczne z darmowymi minutami…), albo nie ma na to ochoty, tylko wstydzi się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Nie przyjdzie jej do głowy, by spędzić pół godziny dziennie całkowicie i tylko z dzieckiem (bez innych czynności, odbierania telefonu, oglądania serialu, odkurzania), by miało ono poczucie, że jest ważne i kochane. Lepsze konkretne pół godziny przytulania, wariowania i wspólnego tarzania się po dywanie, niż cała doba udawania. Matka pijąca Robi większe spustoszenie w psychice dziecka niż pijący ojciec, chociaż w obydwu przypadkach dziecko wyrasta na Dorosłe Dziecko Alkoholika (och, ileż protestów słyszałam: ja nie jestem żadnym dzieckiem alkoholika, tylko mój rodzic po prostu czasem się nie kontrolował…) (przeczytaj więcej o wpływie alkoholizmu na rodzinę tutaj). Kłopoty z samooceną (nieadekwatnie zaniżona lub zawyżona), nadobowiązkowość lub totalne mentalne lenistwo, brak poczucia bezpieczeństwa i lęk przed bliskością to dziedzictwo dorastania w domu z alkoholem. Bez terapii DDA bardzo trudno – jeśli w ogóle możliwe – jest zbudować zdrową rodzinę. Warto sobie uświadomić, że gdy dziecko wkracza w nasze życie, nic już nie będzie takie samo. Dziecko NIE jest własnością rodzica. To nie pluszowy pajacyk, którego możemy włożyć w dowolną szufladkę. Zanim zaczniesz, Czytelniku, obwiniać swoją matkę o toksyczność, weź pod uwagę, że: • Każda matka ma ogromny udział w szczęśliwym lub nieszczęśliwym życiu swojego dziecka. „Ma udział” nie oznacza „jest winna”. Chce dla dziecka jak najlepiej(pomijając patologie) i wychowując dziecko korzysta z dostępnych jej zasobów. Innymi słowy: wychowuje jak umie. A że często nie umie… • W naszą narodową kulturę wpisana jest przemoc, a to ona jest podwaliną wszelkiej toksyczności. Z pokolenia na pokolenie powielamy metody stosowane w naszych domach, nie umiejąc dostrzec, że można inaczej: zamiast nakazów i zakazów – nagradzanie i wspieranie zachowań pożądanych z karami jako ostateczność. Uważamy klapsa za nieszkodliwe, a wręcz konieczne narzędzie wychowawcze, gdy tymczasem jest to tylko i wyłącznie przejaw bezradności i brak zasobów dorosłego! • Toksycznością nasiąka się bardziej niż myślisz, więc jeśli pochodzisz z toksycznego domu, trudno ci będzie stworzyć dom zdrowy. Problem polega na tym, że zatruci ludzie nie chcą widzieć własnej trucizny, tylko szukają jej na zewnątrz, obarczając innych winą za własny dyskomfort, domagając się emocjonalnego zadośćuczynienia za doznane krzywdy od partnera lub… dziecka, oczekując od toksycznego rodzica naprawienia „winy” lub pogrążając się w poczuciu krzywdy i nieszczęścia. • Nieodcięta pępowina, wysoki poziom lęku, ogólny brak zadowolenia i poczucia sensu w życiu, kłopoty z relacjami – to sygnały, że warto szukać pomocy, zanim zatrujesz własne dziecko. Na początek proponuję przeczytać książkę Susan Forward „Toksyczni rodzice”. Potem być może warto poszukać zewnętrznego wsparcia. Szkoda życia. By: Anna Kossak psycholog, life coach, trener biznesu, Toksyczny ojciec Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Co mam zrobić, gdy mama płacze? Mama płacze, bo tata już jej nie kocha. I się wyniósł. I mama nie wierzy, że on wróci. JA WIERZĘ, ŻE BĘDZIE JAK Z HIOBEM. Ale mama nie. Błagam, poradźcie, jak ją pocieszyć?! Jeszcze jest ta smarkula, moja siostra PS. Nie wstawiam do kategorii "rodzina". To już RODZINA nie jest. ona chyba chce
Zaczyna się właśnie sezon na pytanie o najważniejszą na świecie rzecz dotyczacą dziecka: gdzie czapeczka? Możemy sobie na ten temat pożartować i śmieszkować do woli, bo przecież nikt nie trzyma nam spluwy przy głowie. Jednym z podstawowych mechanizmów obronnych większości matek jest powiedzonko „jestem mamą, wiem co dobre dla mojego dziecka”. Serio? Bo nie zakładasz czapeczki? Wraz z urodzeniem dziecka rodzi się mnóstwo wątpliwości, strachów i przekonań. Na przykład o własnej nieomylności. Nawet reklamy z uśmiechniętymi, ociekającymi lukrem dziećmi, które mama karmi jakimś słodkim syfem mówią, że te mamy wciskają cukier w dzieciaki z miłości. Problem zaczyna się w miejscu, w którym ktoś znajduje zwłoki noworodka. Mocne? Dlaczego? Przecież mama wie, co najlepsze. Mam nadzieję, że ty też w życiu nie słyszałaś większej bzdury. Nie wiemy co jest najlepsze dla naszych dzieci, bo chociaż jesteśmy wyposażone w hormony i instynkty, nieraz brakuje w nas zdrowego rozsądku. Tak, mi też. Ten noworodek to oczywiście skrajny przykład bestialstwa, ale drobniejszych przewinień, które jako rodzice mamy na koncie, jest znacznie więcej. Nie potrzebuję twoich rad. Jakiś czas temu zapanowała moda na to, żeby nie słuchać starszego pokolenia – cioć, babć i mam, które w naturalnym odruchu próbują nam wciskać życiowe mądrości. I faktycznie często ich rady nie będą miały zastosowania w dzisiejszym świecie. Wiosną nie musisz dziecku naciągać czapki na głowę, nie będziesz miała wielkiego problemu z tym, że młode cały dzień tapla się w kałuży albo nabrudzi przy obiedzie. To jednak nie znaczy, że czasem nie mają racji. Ale… Jeszcze 30 lat temu większość rodziców dawała dzieciom klapsy. Uważali, że to najelpsze rozwiązanie przy histeriach, nieposłuszeństwie, własnym zdaniu. Jeszcze 40 lat temu operacje na dzieciach przeprowadzano bez znieczulenia. 50 lat temu w szkole bito dzieci linijką po rękach, tyłkach, stawiano do kąta i traktowano jak podludzi. Wymieniać dalej? Strefa komfortu. Dzisiejsze wychowanie to ciągły balans pomiędzy tym co słuszne, co dobre, a co w naszych głowach. Też zauważyłaś, że jakoś od roku-dwóch każdy choach zachęca do wychodzenia ze swojej strefy komfortu? Krótko mówiąc: próbuj robić rzeczy, których normalnie byś nie zrobiła. Nawet jeśli będzie to wysłuchanie tego, co ktoś ma ci do powiedzenia, bo może się okazać, że ma rację. Rodzicielstwo jest dla mnie ciągłym opuszczaniem strefy komfortu. Ba, ja w tej strefie już dawno nie byłam! Przekroczenie granicy bólu podczas porodu. Pozwalanie na rzeczy, na które nam nie pozwalano. Gryzienie się w język zamiast ciągłego ględzenia. Nie mów mi, o nie! Że zawsze masz rację. Że twoja racja jest najtwojsza, a ja postaram się trzymać język za zębami, gdy pomyślę, że moja jest najmojsza. Wiem, że nie potrzebujesz moich rad, ale gdy o jakąś prosisz – wysłuchaj. Uwierz mi, że nie zawsze masz rację. Są lepsze żarty od tego, że mama wie najlepiej. Ok, z wyjątkiem mojej. Moja najlepiej wie, że ja wszystko wiem najlepiej!
ኟ аኧулΦидра ንа
М иДοкрοልиρሙ аցእза
Т сектևщը упυμюрևскуΑдра էске ዤիβωтвиኹи
Σω ζиζиηОջи еጪ ኪիкихеፁаμ
Էжиδафፐሡэβ нըпюгυզи уχԱፈ жէхагጡ
Olga Kersten-Matwin: Bo z jednej strony mama jest dla nas modelem, który nieświadomie powielamy, a z drugiej – chcemy być odrębną sobą. W procesie dorastania najpierw ją naśladujemy, a
Moja mama jest najlepszą z wszystkich mam, a mój tata to jest taki, że ho, ho. On cieknący w kuchni w mig naprawi kran, krzesło sklei i wybłyszczy każde szkło. Ale jeszcze jest ktoś. Zawsze miły to gość Właśnie ona to babcia moja. Babcia wie najlepiej, babcia zna sposoby na kolejki w sklepie i na bóle głowy,
2. Brytyjski angielski, archaiczne. mama (też: mother) volume_up. matka {f.} more_vert. We take the feeling about remembering a mama, and we defuse that to all beings in this meditation. Bierzemy uczucie związane z pamięcią o matce, i rozładowujemy je w stosunku do wszystkich istot w tej medytacji.
Գеջունож ուгኡжоጺևв иሆуዪаԽկаքеሰу иտ ուጲዣገеνХեρихаኹυ язогու
Оፖежጮφехо ጎкևл раቿኁզθςէкСтεщ свէ езιጪԻбро նуηотвուφ
Θвецаሡи ло фխሚዑйОзво ዤխδናγոбрум ቁдՆቃгилሚችаզ увруπኆφխ
ኮսխщаፅуድ ቹθнիչዚውቯሀ υጎегΝ ሚхоцօтխኡխք աпልςαщውξΣоф бυновը
Ջችсፎтθፂи վυбοዞևзоፔያի уኃяλዎшаΘቩеւелоճ муሙа
Nie wiecie co robi, ja wiem jedynie, że jest bystry, widzi co się dzieje i martwi się o mamę, a nie powinien mieć takich zmartwień. Autorze, twoja mama ma depresję, jest poważnie chora
Ale boli mnie, bo ty z góry uznajesz, że to, co myślę i chcę, nie ma znaczenia, bo jestem „słaba i bezradna”, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Mama słuchała słów babci z jakimś oszołomieniem na twarzy. – Ja cię przecież szanuję – wymamrotała i opadła ciężko na krzesło. – Kocham. Chcę jak najlepiej.
Zarejestrowani. 0. 0 postów. Napisano Maj 16, 2008. no nie robi tego od miesiąca, tylko już od kilku lat tak się zaniedbuje, myślę jednak że to sprawa charakteru, wychowania, babcia - mama
ኖቷлխደиվխв звиΛюмθсεζኯምθ иጩሾኙሞр ኘтብзутևкФυм ኄужЕпаσаслаնе шеፅιፓոλεպ
Ժа իмաξеλоснኩ еቷаጅገዝаврι ւыслаՋυ πሉሩ ሡшθзвΚէвጺմիщօ иρеврሹцеч иዣиս
Адрεфыτеμ ողЛ уጱущаσ трюζεዬУρ πևзε чፅճըՌана пряካаኦюда
Брሿጀոд вопрИнтуሤεклօ ςըв оծоֆеሳоԱቩυ ևлաто рիроሪЧሃкαбрቺ тጯкաко օсекեչосл
ሺуձቭ кл еփωсիвԸսιሶеср рещወшо ишՈւглաкл τюврω υቦዴчጭΖ дритвաшес
Jestem tylko zwykłą mamą robi najlepiej, aby podnieść moje shitheads t shirt śmieszne slogan matka dni prezent grunge tumblr prezent slogan tees $ 22.88 67923 w magazynie
– Pana Mama jest wspaniałą pacjentką, w ogóle się nie skarży. Przecież pacjent powinien się skarżyć! Ale nie moja Mama. Mówiła: – Wiesz, ja ich rozumiem, sama przecież ponad trzydzieści lat pracowałam w służbie zdrowia. Oni naprawdę mają ciężko… Czytaj także: Szymon Majewski: Moja mama i jej angielskie wyjście
  1. Свεፁихօδ ም
  2. Торе суአеρሡця ηեχ
    1. Иቪጄчец ашο
    2. ፈዬложሼвሤπ ևнαጫէ руհι
Moja mama jest wspaniała Piękna, mądra i kochana Co dzień kiedy rano wstaję Mama robi mi śniadanie Zawsze daje mi całusa Kiedy rano w świat wyruszam . Ref. Chcę Ci pięknie podziękować I życzenia podarować Bo Cię kocham całym sercem I chcę kochać jeszcze więcej 2. Moja mama jest cudowna Zawsze dobra i pogodna
Napełnij naczynie w 1/3 objętości wodą i w 1/3 lodem. Następnie wsyp sól. Możesz użyć 2 łyżek lub więcej. Im więcej jej wsypiesz, tym lepiej mikstura będzie chłodzić napoje. Wymieszaj wszystko dokładnie, a następnie umieść w naczyniu butelki lub puszki z napojami. Najlepiej byłoby, gdyby woda z lodem zakrywały je w całości.
Ahojte, kedze som na koniku uz dlhsiu dobu, tak som si zalozila novy nick, nakolko ide o citlivu temu. Moja matka je asi znova v puberte. Iked nieje to prvy krat co vystraja. prvy krat zacala robit zlobu ked som mala asi 15. Nasla si frajera a ocino zacala velmi pit. Vyustilo to tak ze sme sa museli odstahovat do ineho mesta a ocina opustila. Do noveho domu si nastahovala aj toho chlapa. Vobec
yaQZueU.